— Muzykant nasz! Muzykant nasz nie żyje!...
Babuleńka ani się dziwi, ani też przeraża. Cały wiek z dziwami przeżyła za pan brat.
A co jej dziw jakiś? Krasnoludków też widziała w długim swym życiu nie raz, nie dwa razy. Co jej Krasnoludki?... Więc tylko zamruga modrymi oczami, podejdzie bliżej i pyta:
— A co Pan Bóg dał?
Aż do niej zakrzykną Krasnoludki:
— Ach, muzykantowi oto naszemu gardziel pękł! Ratujcie, babuleńko, muzykanta naszego!
Pokiwała babuleńka głową, ruszyła jedną łapę żaby, ruszyła drugą, trup! Aż przyłoży ucho swoje stare do martwej piersi i słucha.
Słucha i uśmiechnie się nagle... Coś niecoś życia kołatało się jeszcze w niebogim650 Półpanku. Podniesie tedy babuleńka głowę i rzecze:
— Skoczże który za trzy góry, za trzy morza, na bezdroża, na sam koniec świata, tam gdzie moja chata. Przynieśże mi duchem złotą igłę z uchem, przynieś i jedwabie651, pomożem tej żabie!
Skoczył Pietrzyk na jednej nodze652 do chatynki Skrobka i dalej do jaskółki z prośbą: