Kiedyć tak dobra ta królowa jest, to i jej, sieroty, nie opuści może...
Podejdzie tedy bliżej, aż tu słyszy, jak jeden z orłów rzecze ludzkim głosem:
— Idź śmiało, sieroto!
Spojrzała Marysia w górę, ku orłu682 owemu i rzecze:
— Jakże pójść mam po tak stromej, po tak kamienistej drodze?
Na to orzeł:
— Nie lękaj się, ja ci pióro ze skrzydła mego zrzucę, to ci lżej będzie.
Zaszumiało pióro orle w powietrzu i u stóp Marysi spadło. Podjęła je sierota, do piersi przyciska, idzie lekko i żwawo, kamyków nie czuje, ziemi ledwie dotyka, w powietrzu prawie płynie.
Przebyła stromą ścieżkę, u wrót zamku staje.
— Jakżeż ja wejdę — mówi — kiedy tam śniegi, lody?