— My Skrobkowe, on Kuba, a ja Wojtuś — odrzecze starszy.

— A czyja to chata?

— Czyjażby?... Skrobkowa.

— To skądże ja tutaj?

— A tatuś cię przynieśli i już!

— A skądże mię wzięli?

— A toć spod boru! Z miasteczka tatuś wracali i szli do boru, żeby sobie kija nowego wyciąć, bo mu się biczysko złamało. A tu jakiś psiak żółty skomle, za sukmanę tatusia targa, a do krzaków ciągnie.

— Mój Gasio! — zawoła Marysia. — Czy mu się co złego nie stało?

— Ej, jemu ta nic złego — odpowiedział, śmiejąc się, Kuba — ale ciebie, niebożę, naleźli692 tatuś prawie że bez duszy693, taj przynieśli do chałupy, taj już.

— A moja gospodyni?