Zrywa się drużyna Krasnoludków i do podziemia bieży: straż stoi, jak stała, pieczęcie leżą, jak leżały. Zajrzą Krasnoludki do wnętrza, a tam garsteczka tylko żyta, ledwie że co na dnie.
Zdumieli805.
Cóż to więc jest za szkodnik taki, co zamku nie ruszy, pieczęci nie złamie, a dobro zabierze?
Patrzą po sobie w przerażeniu, milczą, nikt nie wie, jakie tu przemówić słowo.
Aż rzecze król:
— Kiedy sygnet mój nie ustrzegł i straż moja nie ustrzegła, to nie ustrzeże nikt.
A wtem Pietrzyk, jako zawsze nowe myśli w głowie miał, zawoła z ciżby806:
— A co dostanę, miłościwy królu, jeśli złodzieja tego uchwycę?
A król:
— Głos za nim, gdy go sądzić będą.