Więc Pietrzyk na to:
— Niechże ci będą dzięki za to słowo, miłościwy królu! Garść pereł mi zawierz, a mamli813 złodzieja owego dostać, to go dziś dostanę.
— Idź a weź! — król na to.
I zaraz wołał skarbnika, żeby garść pereł, nie licząc ich, Pietrzykowi dał.
Ścisnął Pietrzyk kolano pańskie, dziękując, a że serce miękkie miał, więc jedną i drugą łzę otarł ukradkiem, po czym rozśmiawszy się wesoło, szedł perły brać.
A już zmierzch padał na świat.
Zebrały się Krasnoludki, patrzą ciekawie, co będzie, a Pietrzyk z ową garścią pereł prosto do owego śpichrza814 w ziemi idzie i między ziarno je ciska.
— W imię twoje, babuleńko — rzecze — i starej mądrości twojej!
Po czym się ku towarzyszom obróciwszy, dodał:
— Nie trzeba dziś straży, ni pieczęci! Mikuła i Pakuła! Ruszajcie spać, druhy! Ja sam tu zostanę.