— Głód... głód... głód... — szeptał nieprzytomnym głosem.
Ale król Błystek podniósł berło i rzekł:
— Srogim być muszę, boś zawinił srodze. Ziarno to było siewne, na siew dla podobnego tobie nędzarza przeznaczone, który też głodne dzieci ma. Niech się nad tobą spełni sprawiedliwość.
— Śmierć! Śmierć złoczyńcy! — zawołał Kocieoczko.
— Śmierć! — powtórzyli za nim Mikuła i Pakuła jednym srogim głosem.
Wiechetek stał, jakby porażony, trzęsąc się i patrząc obłąkanym wzrokiem.
Król odwrócił się i już miał sądny tron opuścić, kiedy wtem Pietrzyk rzucił się ku niemu z tłumu i do nóg mu padłszy, zawołał:
— Głosu chcę za nim! Głosu za skazanym, miłościwy królu. Głosu, któryś mi sam dać chciał. Głosu! Głosu chcę!...
— Więc go masz! — rzecze król i schylił się ku niemu, i dotknął go berłem łaskawie.
A Pietrzyk z łkaniem: