„A gdyby ze dwa zagonki824 kapusty! Ziemia czarna, rodzajna, główki kapusty byłyby wielkie jak dynie!”

I zamyślała się Marysia sierotka, jakby z wiosną do tego ogródka ręce przyłożyć.

„Na wiosnę — myśli — to jużci trzeba w tym ogródku zacząć się grzebać. Ale czy to sama jedna dziewucha da temu rady?”

Nagle klasnęła w ręce:

— A Wojtuś, a Kubuś! Toć to robotniki gotowe!...

Nie tylko ten biedny, pusty, zachwaszczony ogródek frasował825 Marysię. Coraz częściej napastowała ją tęsknota do owych gąsek, do owej górki ze złocistymi kwiatkami, do Gasia, który czasem na tej górze przylegał u jej nóg po słonecznej stronie, to znów zrywał się i gąski obiegał dokoła, poszczekując raźnie.

Aż raz, obrządziwszy się w chacie826, wyszła sierota na pobliskie błonie827.

Patrzy — w wysokich badylach mignęło jej coś z daleka, jakby czerwona, szpiczasta czapeczka.

— Podziomek! — krzyknęła Marysia i porwała się biec do niego.

Kołatało jej serce, dziw, że nie roztłukło wychudłej piersi; a Marysia wciąż biegła.