Tu, iż mu fajeczka zagasła, począł Koszałek w popiele iskierki szukać, a znalazłszy, pociągnął parę razy z cybucha128, za czym puścił kłąb dymu i tak mówił dalej:
— W tych starych księgach to jest tak:
Tu parę kart brak, tu znów parę tak pożółkłych i wyblakłych, że ani przeczytać, tu znów wielka czarna rysa w poprzek albo wzdłuż; to i nie wszystko wiedzieć można, co tam przed wieki129 wpisywał ktoś do nich.
Ale czy dobre były czasy, czy złe, to zaraz poznać można. Jak dobre, to z tych kart, żeby i najstarszych, taka światłość bije, właśnie jakoby słońce wzeszło; a jak złe, to się taki mrok po nich rzuca, jakby w noc ciemną, kiedy to ani gwiazd, ani miesiąca130 nie ujrzy nad ziemią...
Takie to są te stare księgi Krasnoludków!
V
— Chcecie wiedzieć, co dalej było? — pytał Koszałek po chwili, fajeczkę znów zapaliwszy.
— Chcemy, chcemy! — wołały dziewczęta.
— No to słuchajcie. Po tych czarnych kartach o Popielu, zaraz idą te jasne o Piaście. Ho, ho!.. O Piaście to mógłbym wam gadać i godzinę całą.
Zaiskrzyły się na to oczy Józikowi.