Brat... brat... brat...
Nasz... nasz... nasz...
Żaba... żaba... żaba...
Jak my... jak my... jak my...
Był to ostatni chór żab tej jesieni.
Powrót Krasnoludków pod ziemię
I
Zachodziło słońce: jesienne słońce ogromne i złote. Od dni kilku wypogodziło się niebo, ocieplała ziemia, jakaś polna ptaszyna śpiewała zapóźnioną piosnkę.
W powietrzu różanym, na miedzach stokrocie zamykały złote, srebrne swoje oczka, z topoli padały ostatnie liście w wielkiej, złotej ciszy.
Skrobek tylko co dosiał ostatnią garść pszenicy; stał on w zachodniej łunie w płótniance886 siwej, przepasany płachtą lnianą, z obnażoną głową, z twarzą jasną i rozradowaną, patrząc w purpurę zorzy. Pod gajem pasły szkapę dwa chłopiątka jego, zdrowe i czerstwe, jak dwa maczki polne; szkapa rżała raz po raz, skubiąc resztki trawy, a dziecięce głoski887 jasne biły w ciszę zachodu.