Krzyknął Koszałek-Opałek wielkim głosem, myśląc, że się świat wali, wypuścił fajkę z zębów, rzucił pióro i w stronę uskoczył, obalając185 w skoku tym na szacowną księgę wielki swój kałamarz186.
Polały się czarne strugi wprost na świeżo zapisane karty; Koszałek-Opałek skamieniał prawie.
Na nic proroctwa jego! Na nic obliczenia!...
Cała księga zalana rzeką atramentu.
Co zrobi teraz? Z czym do króla wróci?...
Tak mądrze, tak pięknie obrachował wszystko — i wszystko na nic!
Załamał ręce nieszczęsny kronikarz, bo z nagłego przestrachu cała go mądrość opuściła. Teraz już naprawdę nie wiedział — czy wiosna przyszła, czy nie przyszła?...
Stał tak do południa, stał do wieczora.
Wskroś zachodniej zorzy zaczęły przeświecać gwiazdy, woń kwiatów biła z pól i łąk, piękna dziewica dochodziła już do skraju lasu, a pod jej stopką bosą zakwitła pierwsza konwalia.