Struchlał Skrobek, bo takiego majestatu jako żyw nie widział, a co króla, to znał tylko z szopki Heroda344, co go chłopięta obnosiły po wsi na Gody345.
Zaląkł się tedy tak, że nie wiedział sam, co robić: czy temu maluśkiemu królowi pokłon dać, czy uciekać zgoła?
Aż wtem król skłonił berłem dobrotliwie i rzecze:
— Witaj, dobry człowiecze!
Bóg cię weź w swoją pieczę!
Śpiesz się, nim noc uciecze!
I zaraz począł na wóz siadać, w czym mu pomagali dworzanie, kwapiąc się346 około majestatu królewskiego, by mu służyć.
Ale z tym wsiadaniem wcale niełatwo było. Płaszcz purpurowy czepiał się półkoszka347, berło się zahaczyło o luśnię348, korona omal że nie spadła z królewskiej głowy, a złotem tkane czerwone pantofle poginęły w sianie.
Gramoliło się królisko, jak mogło, ale największą zawadą był mu w tym paź nadworny, Krężołek, który jak klocek ciężki, ledwo się obracał i to królowi na płaszcz następował, to mu ową purpurę w tył nadto ciągnął, to pantofli w sianie szukając, plackiem na króla padał i tak się wszystkim pod nogami plątał jak piąte koło u woza.
Świętej cierpliwości był ten król, że takiego gamonia trzymał przy swojej osobie!