— Choroby — odrzekł Jakub, z wolna otrząsając szczyptę — to tak akuratnie żadnej nie miał. Przecie mu i felczer25 pijawki stawiał, i pan doktór mu proszki dawał, to jakby miała być jaka choroba, to by się i pokazała. A tu nic!
Zażył tabakę, zmrużył oczy, pociągnął nosem i tak mówił dalej:
— Tak mu oto błąd jakiś do głowy przystąpił, że umarł.
— I cóż to było?
— Cóż to miało być! Bieda była i tyle!
Obejrzał się na lewo, obejrzał się na prawo, a potem rzekł:
— Bez te ostatnie czasy to już nawet i pod numerem nie siedział, bo z nim insze aresztanty wytrzymać nie mogły, a co i raz to dalej go, bijatyka. Aż go „wielmożny” na osóbku w komórce obsadził, tam, gdzie te szewcy skład na skóry wprzód mieli. Jak go też „wielmożny” obsadził na osóbku, tak się wieszać chciał. Ano dobrze. Ale żeśmy go oderżnęli i do ciemnej coś na tydzień poszedł, więc już się tego potem nie chwytał. Ale i tak wskórania z nim nie było. Dzień jak dzień. Ale jak tylko Pan Bóg noc dał, tak do mego Onufra zara błąd przystępuje. Ino chodzi, ino ręce składa, ino cości prawi, a stęka, a płacze, aż ograża26 człowieka słuchający. A precz się prosi, żeby go na powrót pod numer dać. „Jakże cię pod numer dać — pedam27 — kiedy cię tam insze aresztanty tłuką?” — „A niech mnie ta tłuką — peda — niech i zatłuką, żebym ja aby sam nie siedział!”. Ale „wielmożny” przykazał, co by w komórce został. Tak patrzę ja raz przez luft28 we drzwiach, a miesiąc tak stał na niebie jako rybie oko i cała ona komórka aż biała była od jasności, a tam mój Onufer w kącie plecami do muru przyparty w jednej koszuli jak ten świątek29 stoi, ręce złożone przed sobą trzyma, nogi się pod nim trzęsą jak w zimnicy30, a on sam dopieroż tak się modli, tak molestuje, właśnie jakby tam kto przed nim stał.
— O moje dziecko — peda — o moje kochające! Czemuś ty wtedy wyszło w złą godzinę? O moje dziecko najmilsze! Toć ja ciebie ubić nie chciał! Toć ja ciebie jak własną duszę miłował!
Patrzę ja, wytrzyszczam oczy, nikogo w komórce nie ma, a ten się precz trzęsie a modli.
— O moje dziecko, odpuść ty mnie — peda — odpuść ty mnie swoją śmierć niewinną! O moje dziecko najmilsze — peda — kochanie moje najsłodsze!