A miał nogi on bose,

Na koszuli len szary.

A okrutną niósł kosę,

I z grabliskiem do pary.

Jak najtęższy dąb w lesie,

Taką ci miał urodę,

I zahuczał jak wicher:

«Będziem mieli pogodę».

I tak przeszedł przez pola,

Jak ta jasność co błyska,