Wtem się wicher zerwie srogi.

Dzieci w krzyk, i dalej w nogi...

Szumią trawy, gną się drzewa,

To już nie deszcz, to ulewa;

A najgorsza teraz dola

Nieszczęsnego parasola.

W górę gną się jego żebra,

Deszcz go chlusta, jakby z cebra,

Pękł materjał... Aż pod chmury

Wzniósł parasol pęd wichury.