Smyk do kuchni i do garka.

Aż raz wbiega: coś się skwarzy...

Pęchu, węchu — to słoninka!

Filuś woła towarzyszy,

Do pyszczka mu idzie ślinka.

Jak nie schwyci łapką całą,

Jak nie wrzaśnie w niebogłosy:

— «A jaj!... A jaj!...» Kotki za nim,

Co wetknęły także nosy.

Byłoż bólu! Byłoż krzyku,