skórka szara w żółte łaty.

Cały dzień na rękach siedział

to u mamy, to u taty.

Rano, wieczór, pan Sadełko

jedynaka brał pod boki,

mile sobie przyśpiewując,

wyprawiali różne skoki.

A pieścili, a chuchali,

a broń Boże do roboty!

Zawsze tylko: „Mój ty skarbie!