Zrobiło się zamieszanie. Minister głośno sarkał, że się król „na nic zgapił”. Śmierć radziła raz jeszcze wszystko rozpocząć na nowo, tło zaś tej jedynej w swoim rodzaju sytuacyi14 tworzył piskliwy, perliczy15 głos anioła, który od początku przedstawieniaw równych odstępach wyśpiewywał z za pieca: Gloria! Gloria in excelsis Deo!16
I znowu:
Gloria! Gloria in excelsis Deo!
Co do dyabła, ten ani na chwilę nie stracił rezonu17; ale, stanąwszy przed królem Herodem, uderzył w podłogę wielkim czarnym drągiem i, brzęknąwszy łańcuchem, zaryczał:
„Zaklinam cię, przeklinam cię przez ten kij dębowy!”...
Na widzach zrobiło to piorunujący efekt18, a monarsze przywróciło straconą równowagę umysłu. Ponieważ zaś Józka, pokojówka, i młodsza z drugiego piętra odciągnęły tymczasem Urbanową na stronę, przedstawienie odbyło się szczęśliwie, aż do tej stanowczej chwili, kiedy król, ścięty kosą śmierci, opuszcza na ramię ukoronowaną głowę, a dyabeł nadziewa go na widły mówiąc:
«Królu Herodzie! Za twe zbytki
Pójdź do piekła, boś ty brzydki!»
Od owej szopki to i owo zmieniło się u nas.
Garnki wprawdzie po dawnemu się tłukły, ale o „państwu Asnyk” nie było tak często mowy. Za to czas zaczął się liczyć w naszej kuchni od całkiem nowej ery.