I chleb łamany z braćmi, i te trwogi,

By słów ostatnich nie wydały ściany,

I pożegnania kielich — krwią nalany.

I zdaje mi się, że te nasze sosny,

Te brzozy białe, szumiące wśród niwy,

To był ogrojec twej męki żałosny,

To były twoje miesięczne oliwy,

I że tej nocy twój pot kapał krwawy

Na leśne zioła nasze i na trawy.

I zdaje mi się, żeś tu był pojmany,