Nadbiega wreszcie z knotem na kiju zatlonym uwierzytelniony przy gazie fakino — i na łeb, na szyję zaczyna się zwijać, zapalając płomienie co drugi, co trzeci. Czas był najwyższy: młody adiutant, przebiegając z szalem królowej do gondoli, zobaczył, że jeszcze ciemno; chwycił się tylko za głowę i krzyknął: „latarnie”!
Nieszczęsny fakino w pośpiechu sam nie wie, co robi; ręce mu się trzęsą, nie może trafić z swym stoczkiem — zapalił wreszcie trzy, cztery, sześć, siedem latarni... Jedna z największych po prawej stronie została jeszcze ciemną... — zdąży czy nie zdąży?
Biedny zapalacz utyka na nogę; ktoś z publiczności chce mu kij wyrwać i sam pośpieszyć ze światłem. Ale on za nic nie ustąpi praw swoich. Wtem daje się słyszeć szept głośny, potem cichszy: „królowa, królowa!”. Lecz wszystkie oczy zwrócone są na nieszczęsnego fakina, który z płomykiem swoim, stojąc na środku dywanu, sięga do niezapalonej latarni.
A tak stał się biedaczysko bohaterem chwili.
Małgorzata tymczasem szła z wolna, prowadzona pod ramię przez jakiegoś siwego dygnitarza, który kask swój wojskowy niósł w ręku.
Skromny, szary płaszczyk podróżny odziewał królową, z wielkim wdziękiem oddającą ukłony obecnym.
Za nią postępował jej syn, w kostiumie marynarza, a obok niego szła stara principessa192, krokiem sztywnym, trzęsąc głową siwą.
Municypalność zamykała pochód.
W chwilę potem plusnęły wiosła, a wielki kanał zajaśniał całym urokiem weneckiej regaty. Wśród syku rakiet i ogniów bengalskich rozsypywały się w powietrzu cichym brylantowe kwiaty królowej — stokrocie193 — jednaką łuną oblewając twarz Małgorzaty, principessy i republikańskie kapoty.
— Piękną macie królową — rzekłam do starego wioślarza, kiedy na Rialto brzeg naszej gondoli obtarł się prawie o burt dworskiej barki. Stary zmilczał — łódź tylko skręcił w bok i silniej wiosłować począł. A kiedyśmy się odbili od gwaru i wrzawy, i od świateł sztucznych, ujrzałam posąg biały — miesięcznym światłem nakryty, w majestacie wielkiej ciszy stojący. Stary wioślarz pochylił się wtedy ku mnie i szepnął głębokim głosem: „Daniel Manin194”.