Od soboty do soboty

Dość nazbiera się roboty.

To na łące zmacza rosa,

To znów plama z żółtonosa,

To śmietana z garnka pryśnie,

To sok z siebie puszczą wiśnie...

Albo przy pieczeniu chleba,

Czy to mówić nawet trzeba,

Ile wszędzie mąki, ciasta?

Na nic każdy się zachlasta!