Przebił na wielką świetlistą kurzawę,

I uczył brać się do słońca od ziemi,

Bez jęku, skrzydły bijący krwawemi.

I rzekł mi: «W ogniach świętych jesteś oto —

Idź, a świeć, bym się na ciebie nie żalił»

I dziwną ducha swojego robotą,

W jasny mnie płomień objął i zapalił.

I wiem, że już mi w ogniach onych chodzić,

I żyć płomieniem — i płomienie rodzić.

A nie z rozkoszy próżnej, ni z uciechy