zachrzęściło w dotknięciu...

Więc krzyknęłam: „Ach! z tego, z tego chcę mieć suknię!” Lecz Czas, jak to Czas, zły krawiec, tak pod wąsem fuknie:

„To sprzedane do nieba — cała sztuka — szczęśliwy, kto ten skrawek widział — niech większego szczęścia nie szuka”.

— To rzekłszy, schował prędko próbkę do szuflady,

a mnie pokazał sukno barwy — czekolady. — —