Raz na najwyższym ganku, w pełnym słońcu, siadła
dziewczyna jak Zuzanna w słonecznej kąpieli.
Blask jej odbiły oczu pokątne zwierciadła —
Promień obleciał mury. Ludzie się zdumieli.
Migotały spojrzenia nieśmiałe, zawiłe,
trzech pięter jak trzech starców, wśród zgorszenia troski,
gdy ona trwała dalej, obrócona tyłem
do słońca, co ją w uścisk pochwyciło boski.