Wielkie kataklizmy przejść musiały nad tym kątem ziemi i wstrząsnąć jego łonem, przetworzyć jego postać. Chwilami mury gór stoją prostopadle i tak do siebie zbliżone, że w ciasnej gardzieli między nimi jedno zwierzę stąpa z trudnością. Ze ścian skały sączy się woda kroplami; drogę przecinają cienkie smugi strumieni.
Idziemy tu piechotą, bo kedżawe trą się wciąż to z jednej, to z drugiej strony o gór występy, co arcynieprzyjemne sprawia wrażenie ofiarom zamkniętym w tych budach. Droga, zawalona omszałymi głazami, pnie się w górę linią dziwacznie pokręconych wysokich schodów, a następnie biegnie w dół równie gwałtownym spadkiem. Raz jeszcze podziwiam zdumiewającą zręczność górskich zwierząt; stąpają przezornie, lekką a pewną nogą; nieraz poślizną się, nieraz kamień spod stóp im się toczy — nie upadają nigdy.
Zatrzymujemy się w tej części drogi u Armeńczyków, bo spotykamy li tylko wioski armeńskie. Na dwóch ostatnich noclegach panuje w domu względna czystość i znać, iż mieszkańcy odczuwają pewną potrzebę wygody.
Izdebki wysłane są matami, na które rzucono kilka małych dywaników. Okienka mają szyby z grubego, tłuszczem przesyconego papieru. Zewnętrznie wyglądają te domostwa niepozornie; wyższe może nieco od chłopskich naszych chałup, lepione są z gliny i błota; płaski dach z błota pomieszanego ze słomą spoczywa na kilku krzyżujących się belkach.
Czwartego dnia szkli się z dala uśpioną taflą wód ciężkich jezioro Urmiak104. (Schah-i-Dar, dosłownie: morze królewskie). Fala jego bardziej jeszcze jest słona niż gęste wody Morza Martwego. Ani roślinność, ani ryby żyć w niej nie mogą. Jezioro Urmiak rozlewa się na szerokim obszarze 4,000 kilometrów kwadratowych.
Czerwadar, stanąwszy dnia tego pod wieczór w osadzie o parę godzin od Tebrysu odległej, nie chce stanowczo ruszyć dalej. Nic nie pomagają groźby, zaklęcia, krzyki. Każemy więc rozjuczyć konie, które niosły bagaże, i wyruszamy ku miastu wraz z naszym zapties. Noc zapada szybko, nic już ani przed sobą, ani z zewnętrznego wyglądu stolicy Azerbejdżanu nie widzimy. Dotarliśmy wreszcie do bram miasta.
VI
Tebrys. — Podróż wallieta do Teheranu. — Kilka słów o Muzaffer-Eddinie. — Drogą od Tebrysu do Teheranu. — Mianeh. — Zendżan. — Kasbin. — Ruiny zamku nabateńczyków. — Droga od Kasbinu do Teheranu.
Tauris, Tabris lub Tebrys, miejsce zamieszkania następcy tronu, pełniącego zazwyczaj funkcje gubernatora prowincji Azerbejdżanu, jest dziś najwięcej ludnym miastem w Persji. W podręcznikach geograficznych dają mu zaledwie 120 tysięcy mieszkańców, podczas gdy Teheran obdarzają hojnie 150 tysiącami. Cyfry te są bezwarunkowo niedokładne, gdyż miasto wallieta105 posiada w swych murach ludność większą niż stolica Wszechiranu.
Tebrys, jak wiele innych miast Persji, założony został w epoce Haruna ar-Raszyda, owego kalifa z Bajek tysiąca i jednej nocy, o którym opowieści czarowały i czarują jeszcze młodociane umysły. Wybudowała go jedna z żon Haruna, przecudna Zobeida, w końcu ósmego wieku naszej ery.