W salonie nagromadzona jest najliczniejsza i najbrzydsza kolekcja lamp, porcelanowych i kryształowych lichtarzy i świeczników, wazonów, żardinierek i filiżanek, jaką kiedykolwiek widziałam. Wygląda to na ordynarny bazar w małej mieścinie.

Po nieskończenie długo trwającym zachwycaniu się nad moją kuczulu, podczas którego zmuszona byłam wypróżnić szklankę herbaty, czareczkę kawy i miseczkę sorbetu z sekendżebin279 — na znak dany przez panią domu jedna ze służebnic podaje jej pudełko, w którym na tle atłasu spoczywają dwie wielkie brylantowe spinki do mankietów. Sądzę, że to jeszcze prezent dla mego męża. Nie, to dla kuczulu. Lecz zamiast ofiarować dziecku wprost ekran, hanum pragnie wypróbować efekt brylantów na płaszczyku. Każe sobie podać nożyczki. Nic nie rozumiem, lecz zaczynam być z lekka zaniepokojona. Hanum z całą prostotą i flegmą naiwnej duszy robi na rękawach płaszczyka kilkakrotne nacięcia, szukając najwłaściwszego miejsca, wreszcie wykrawa na wierzchu okrągłe kółka pokaźnej wielkości i tryumfalnie zasadza w nie spinki. Odsuwa od siebie dziecko, by się lepiej dziełu swemu przypatrzeć, i kiwając głową z uśmiechem zadowolenia, powtarza raz po raz:

Heili kaszenk hemszin! Hejli kaszenk!280

Wszyscy z zapałem potwierdzają.

Ja w cichości ducha uważam, że byłoby daleko więcej „kaszenk”, gdyby klejnoty pozostały w pudełku. Lecz hipokryzja dobrego wychowania nakazuje mi przywołać na twarz najuprzejmiejszy uśmiech i oświadczyć, że nie znam rzeczywiście nic więcej wykwintnego nad ten sposób noszenia spinek brylantowych. Tylko zrywam się pospiesznie, dając hasło do odwrotu w obawie, by na moim kostiumie efekt ich nie był również demonstrowany za pomocą nożyczek.

Parę słów należy się haremowi, czy też enderumowi monarszemu. Nasr-Eddin, jakkolwiek nie dorównywał w liczbie żon zadziwiającemu Fet-Ali-Szachowi, otoczony był pokaźnym rajem niewiast.

Żon legalnych, tak zwanych agdes, król ma zwykle tylko cztery; powinny one pochodzić z rodziny książęcej, lecz różnie się zdarza; serca królów bywają zapalne i słabe jak serca zwykłych śmiertelników i zapominają nieraz o różnicach społecznych. Dowodem tego legalne małżonki Nasr-Eddina.

Pierwsza z czterech agdes, matka drapieżnego i wojowniczego Zille-Sultana, prostego była rodu. Dlatego też, jakkolwiek wielkorządca prowincji Ispahanu najstarszym jest z synów, nie ma wszakże prawa do tronu i za przypadek szlachetnego urodzenia nienawidzi szczerze Muzaffer-Eddina, syna drugiej z rzędu agdes, księżniczki krwi królewskiej, wnuczki Fet-Alego.

Za życia ojca, który chłodne dlań żywił uczucia, Zille-Sultan nosił podobno szablę, na której zdobnymi literami wyryty był napis: „Tą szablą zetnę głowę mego brata”.

Obecnie schował prawdopodobnie szablę gdzieś głęboko, przekonawszy się, że pewne głowy nie tak łatwo ścinać.