— Czy to po litewsku? — spytała ciekawie.
— Nie, pani, po polsku.
— To tu państwo zapomnieliście rodzinnego języka?
— O! Nie, pani. Nie zapomnieliśmy niczego i na Żmujdzi naszej dzieje nie zapisały żadnego wstydu! Ubodzy jesteśmy i nieliczni tylko, ale uczciwi...
Przez mroczną jego twarz wybił się blask życia i gorąca z głębi duszy...
Bezwiednie, przypadkiem, dotknęła najdrażliwszej strony cichego charakteru. Uderzyła w bryłę pozornie bezkształtną i jałową, nie spodziewała się usłyszeć takiego czystego dźwięku, zobaczyć takiego ognia w zimnych oczach.
Wpatrywała się weń z zajęciem.
— Pan kocha bardzo swój kraj? — rzekła poważnie.
Urwał i, jak zwykle po mimowolnym wybuchu, spuścił głowę jakby ze wstydem i nic nie odparł.
Patrzała wciąż na niego.