— Czy to przez litość, panie Czertwan? — zagadnęła dziwnym tonem.
— Dlaczego?...
— Bo przecież nie dla własnej przyjemności, sądzę!...
Nic nie odrzekł.
„Może dla własnej zgryzoty” — pomyślał z goryczą, ale się nie cofnął.
Pierwszy raz w życiu Marek Czertwan opuścił obowiązek. Czekał go na próżno Ragis i Juchno, i Wojnat chory, czekano go daremnie w Skomontach i na probostwie, w Żwirblach i Ejnikach. On pozostał w Poświciu.
Gdyby przewidział nieszczęścia, co nań spaść miały za ten jeden dzień zwłoki, może by nie został. A zresztą, kto wie?
VIII.
Nad jeziorem w Wiłajkach zapadła noc przerwała robotę.
Dwa obozy biwakowały nad wodą, pod szałasami, wypoczywając po dziennych trudach. Z jednej strony kupcy z podwodami, z drugiej rybacy.