— Bardzo chętnie; na to nie potrzebuję nawet poznawać nikogo... Wybór dawno uczyniłam... Niech mi pan zaręczy, że weźmie mnie ten jeden wybrany, a zostanę!

— Może pani wybrała takiego...

Niecierpliwie rzuciła główką, zmarszczyła brwi.

— Niech pan lepiej milczy tym razem, bo ani mnie, ani sobie słowami oczu nie zamydli. Po co ten ton nieznośny i udawanie? Nas w Ameryce nie chowano, jak tutejsze panienki, na bierną rolę; nas uczono, żeśmy wam równe, nienależne! Nie cierpię tonu, na który schodzi nasza rozmowa; jest fałszywy i niegodny przedmiotu! Ja nigdy swych uczuć nie kryłam, nie znajduję w nich nic karygodnego ani niestosownego!

Podniosła dumnie czoło i przejmująco patrząc mu w oczy, rzekła po małej przerwie:

— Nie zmienimy przeznaczenia swego, Wejdawucie! Pan wie dobrze, bom szczerze okazywała, że pana kocham, a mnie nie trzeba było pana słów, żeby wiedzieć, żem panu miła... Po co się męczyć, gdy możemy być szczęśliwi...

Przez oczy jego przeszła chmura rozpaczy. Zwiesił głowę na piersi i pobladł śmiertelnie...

Uśmiechnęła się promiennie, tryumfująca cała. Zajrzała ukradkiem w jego twarz i odezwała się serdecznie:

— Jeżelim się pomyliła, niech mi pan zaprzeczy. Nie kocha mnie pan? Może nie tyle, co Żmujdź, ale więcej niż resztę ludzi!

Opanował się i rzucając jej spojrzenie pełne wyrzutu, zaczął półgłosem: