— Wypij drugi kieliszek! Masz rozum! Ho, ho, zaraz znać, że to ja cię do chrztu trzymałem. Zasiejem tam żytka! Będzie chleb! Otóż i wieczerza: skosztuj no kartofli ze słoniną. Jadłeś kiedy takie? Robak, nie zaglądać w garnki! Subordynacja, hołoto!

Ale Marek nic nie jadł. Napił się raz i drugi wódki, oparł łokciami na stole i milczał jak grób.

— Co? Nie zakąsisz nic? — frasował się Ragis. — Ho, ho! Musić w Poświciu na pulpetach się pasiesz! Trza to będzie skontrolować.

— Nie głodnym40! Byłem na probostwie.

— Byłeś? A widziałeś czarną Julkę? Zuch dziewczyna!

Marek kiwnął głową i spytał nagle:

— U Wojnatów dobre urodzaje?

— Nie wiem! Stary cholernik! Czepia się człeka i kąsa jak mucha we wreśniu! Ciągle tam swary41 i krzyki, bo i dziewczyna nie milczy! Tego ciemięgę Grala zamęczają od świtu do nocy.

— A on co tam robi? — rzekł Marek obojętnie.

Ragis zamrugał oczkami filuternie.