Stary filut zmrużył oczęta.
— Aha! Lubczyk? Zaraz ciekawy. Możeś i ty na to łasy? Co? Otóż nie dam tobie, bo nie warto! Pluń na marę!
Marek się żachnął.
— Nie bardzom ja amorliwy47 — mruknął i dodał po chwili: — Widziałem dziś nasze pole i ażem zdumiał, tak pięknie uprawne!
— To czarami, synku, czarami! Co? Ładne? Prawda? Oho, ho, ja wiem, że ty już myślisz sprawić mi na kolędę48 niebieski parasol i piękną fajkę! Ho, ho! Ze mnie frant, w pierwszy szereg z prawej strony! Ot, tylko się obejrzę i czas mi o żeniaczce pomyśleć! Sprawię gody, bo u nas są już dostatki, a gospodyni zbywa49!
— Ciotka Anna jutro przyjedzie. Oporządzim jej rano stancyjkę od podwórza!
— Panna Aneta! To, to, to! Niech cię uścisnę! Jak raz dobrana para! A toś ze świecą szukał!
Uśmiechnął się żartobliwie i cieniutko zaśpiewał:
Zgodne to stadło i cicha chata:
Mąż kuternoga, a żona garbata!