Rwała się pieśń w zdławieniu wrażenia potężnego, we łzach, co znają tylko miłujący i mężni — i kwitła pieśń nad mogiłą, jakby proporzec biało-amarantowy, a cichy bór słuchał i dawne czasy wspominał.
Mogiła wyrosła, złocąc się z daleka, a obecni pożegnali ją ostatnią obrzędową pieśnią Anioł Pański.
I został chorąży na swym posterunku samotny, a oni, wracając do chaty, radzili:
— Dąb mocarny posadzić mu na mogile!
— Brzozę, co by go gałęziami tuliła jak matka.
— Krasną jarzębinę, żeby mu ptaszki śpiewały.
— Lipę, żeby mu pszczoły gwarzyły.
— Głaz znam w gąszczu! Przywleczemy i wykujemy, kto leży pod nim.
— Każdy uczyni dar, jaki zechce! — zdecydował Rosomak. — Ja wam, chłopcy, złoto zdaję. Obmyślcie schronienie!
— Ja już mam! — zawołał Bartnik. — Złożymy na spodzie barci. Uchowa drzewo i pszczoły.