Rozejrzała się uważnie po bydle i zwróciła się do nadzorcy wołowni, który, ujrzawszy ją, przybiegł natychmiast:

— Ten czarny wół wygląda mizernie. Każ go pan umieścić oddzielnie. Trochę tu nieporządnie.

Poszli dalej i nie mówili do siebie długą chwilę. Wentzla opadała rozpacz. Z jakiego kruszcu ją ulano, tę niezbadaną, cudną dziewczynę? Czy był sposób przebicia tego pancerza z zimnej, logicznej rozwagi, szyderstwa i niesłychanego spokoju?

Żaden nerw nie zadrgał na twarzy — nie było sposobu pojąć, co czuła i myślała.

Z nim była to dumna królowa, ze służbą wzorowa gospodyni, w domu idealna siostra i towarzyszka staruszki. Czy potrafi być czarodziejką dla kogoś jednego — pokochać?

Wygląda to na niemożliwość.

Hrabia tak się zamyślił, że nie widział, gdzie idą; aż nagle ona stanęła na progu czworaków mieszkalnych czeladzi i obejrzała się na niego.

— Proszę o pakunek i dziękuję za wyręczenie. Nie wzywam pana za sobą, bo tu się kończy moja misja cicerona207 i skarby Mariampola. Tu jest dla pana za wiele śmiecia i swędu, przy tym biedak chory leży. Może pan na mnie zaczeka.

— Wolę wejść z panią i może pomóc w opatrunku.

Weszli do izby. W progu Wentzel się potknął i uderzył głową o niski uszak208, aż mu w oczach pociemniało.