— Pana Adama, naturalnie! — zaśmiała się któraś z panienek.
Tu Wentzel, czując, że popełnia niedyskrecję, zastukał we drzwi.
— Pani Ostrowska prosi pannę Jadwigę. Excuses, mesdemoiselles238!
Jadzia wyszła; usunął się przed nią z ukłonem i wyszukał Jasia w jadalni.
Obydwaj wsunęli się we framugę okna i coś szeptali chwilę tajemniczo. Chrząstkowski śmiał się uszczęśliwiony.
— Doskonale! Schöneich by lepiej nie wymyślił. Idę zaraz. Będzie gotowe; bądź hrabio spokojny.
We drzwiach salonu ukazała się panna Jadwiga.
— Jasiu, czy nie ma tu hrabiego?
— Służę pani.
— Babka kazała mi przetańczyć z panem walca, ale jestem tak zmęczona, że gdyby pan odmówił...