Jechała tedy Jadzia zasępiona, tocząc duszny254 kompromis, gdy wtem na zawrocie ujrzała tuż przed sobą spienione łby kasztanów Jasia.

— Stój! — krzyknął Jaś, wyskakując z sanek.

Wyglądał promieniejący255. I Wentzel wysiadł też. Zbliżyli się do niej obydwaj.

— Nie zatrzymuj, bo się spóźnię! — rzekła, podając obu rękę na powitanie.

— Zaraz, zaraz! Tylko zgadnij, kto ja jestem?

— To ci patrzy z oczu. Narzeczony Cesi.

— Niech cię uściskam! Patrz! — pokazywał jej triumfalnie mały pierścioneczek panieński na palcu i zaśpiewał fałszywie, ale z ochotą:

Kochają się z strasznej mocy —

Będzie ślub po Wielkiejnocy! Hu, ha!

— Co? Nieradaś256? — spytał