— Dziękuję, ja idę spać — wołał Jan przestraszony. — Ani się pokazuję, nim ty jej nie przygotujesz. Ślicznych bym rzeczy się nasłuchał z pierwszego impetu!
— Hrabia mnie zastąpi. Ma szczególne łaski.
— Aha, hrabia! I on czym innym zajęty. On mi drużbą, a ja mu swatem. Mamy z sobą wiele jeszcze do mówienia. Strzeżcie się, Polki! Prusak porwie z was jedną. Niech no się zdecydujemy na którą, przepadła. Ty nam pomożesz, Jadziuniu.
— Nie obiecuję. To są sprawy zbyt osobiste. Ale tymczasem proszę mnie puścić. Spóźnię się niezawodnie.
— Do widzenia! Nie zapomnij się za mnie pomodlić.
— O! Niezawodnie! — odparła.
Jan przystąpił. Wentzel podał jej rękę.
— A za mnie czy się pani pomodli? — spytał.
Po twarzy jej przeszedł nerwowy skurcz; spojrzała mu dziwnie w oczy.
— Pomodlę się! — mruknęła niewyraźnie.