Narzeczeni uklękli obok siebie i wyszli prawie ostatni.
— Pan będziesz dziś w Mariampolu? — spytała panienka.
— Ja? Czego259? Patrzeć, jak Niemiec umizga się do pani? To nad moje siły. Mogę popełnić zbrodnię! — zamruczał zawistnie i dziko.
Ona zbladła z obrazy czy trwogi, spojrzała mu w oczy przejmująco.
— Pan mi nie wierzy! Czy mam się tłumaczyć? Nie dałam do tego najmniejszego powodu.
— Nikomu nie wierzę, tylko pani; ale kocham szalenie i jestem zazdrosny o swój skarb. Pani mnie zna!
— Niestety! Pan się zamęcza walką z urojeniami. To nieszczęsna mania.
— Nie zmienię swojej natury — odparł uparcie.
— Więc pan nie będzie u nas dzisiaj? Radosny to nam260 dzień. Jaś się zaręczył.
— Szczęść mu Boże! Dla mnie, przeciwnie, dzień smutny. Dziś wyjeżdżam ze Strugi. Niemiec mnie wypędza z ojcowizny.