— Owszem i wkrótce. Mam kilka spraw do zakończenia.
Zamilkł, zmarszczył się i potarł markotnie czuprynę.
— Jakże ci się ze mszą udało, Jadziu? — zagadnął Jan, mrugając filuternie.
— Modliłam się, by cię nie opętał szatan chytrości i podstępów — odparła wesoło.
— Oho, tak źle z moją prawością stoi! A ja za ciebie się modliłem, żeby cię nie ogarnął anioł stróż cnót teologicznych.
— Toteż i ogarnął, i dał mi sposobność wprawy, bom spotkała pana Głębockiego.
— Graliście w domino?
— Nie, dla osobliwości, rozmawialiśmy.
— Musiałaś to uważać za popielcową pokutę!
— Pan Głębocki jest to dziwny człowiek — zauważył Wentzel. — Chciał, bym mu odsprzedał Strugę. Myślałem...