— Musiał trafić na osobę ze złym gustem.

— A nieszczególnym istotnie.

— To pan ją zna? Kto to taki? — zagadnęła ciekawie.

— A co mi pani da, jak powiem?

— Wcale nic. Nie ma za co. Hrabia sam mi się przyzna. Jakbym go widziała. Uśmiechnie się, pogładzi brodę... bardzo lubię mężczyzn z brodą... i powie, jak to było. On wcale nie fanfaron jak inni.

— Pewnie, pewnie! Z harbuza nie ma co fanfaronować. Ale czemu go dotąd nie ma? Za pięć dni wesele.

— Można odłożyć — ozwała się Jadzia, mrugając do Cesi.

— Jak to odłożyć? Na co? — zaperzył się Jan. — Znajdziemy innego drużbę.

— Ale, naturalnie, że odłożymy — potwierdziła figlarka. — Wyprawa niegotowa.

— Któż by tam czekał dla tych haftów i gałganów! Skończą potem.