— Ta, jak zwykle, mało wie o moich losach. Wyjechała do Dülmen.

— I tam pisałem.

— Pański „Bohater” pobiłby „Normę” Głębockiego — mówił swoje Stefan. — Dawno marzymy o wyścigu, ale dotąd nie było dla niej współzawodnika.

— Może spróbować?

Jaś z Cesią ruszyli naprzód. Woleli swe towarzystwo nad rzadkiego gościa.

— Ano, spróbujemy teraz! — zapalił się Żdżarski.

— A pani? — spytał Wentzel Jadzi.

— I owszem. Moja klacz nie lubi stępa.

Puścili cugle. Minęli narzeczonych, którzy, jak zwykle, sprzeczali się o jakąś fraszkę i jechali wiorstę obok siebie.

Nagle z przydrożnego rowu porwał się szarak. Wpadł pod nogi końskie, wywrócił koziołka i jak szalony jął294 zmykać w zboże. Siwek Żdżarskiego, snadź295 zwykły kolega chartów, stulił uszy, zachrapał i rzucił się na oślep za lekkonogą zwierzyną. Darmo się z nim szamotał Stefan. Koń wziął na kieł i gnał przez zagony, unosząc jeźdźca. Krzyk i klątwy Żdżarskiego podniecały go jeszcze bardziej.