— Nieprzyjemna! Pan, co wierzy, że po nim płaczę, może myśleć, że to było radosne wrażenie. Czy nie lepiej o kim innym lub o czym innym mówić niż o nim? Nie cierpię śledztwa, a pan ma do tego wielki gust. Proszę pana, ostatni bukiecik.
— Zapasowy! Wezmę go sobie. Już nigdy nie wspomnę Głębockiego.
— Po co te wyścigi! — zamruczała. — „Bohater” niezawodnie wyprzedzi, a w końcu z zabawy może być awantura i nieszczęście.
— Jeśli pani zabrania, to się cofnę.
— Nie zabraniam, ale proszę — wymówiła ciszej.
— A w zamian ja o coś poproszę!
— Słucham.
— Niech mi pani powie, kto pani lepszy: on czy ja?
— Znowu śledztwo... Powiem panu w przeddzień pana ślubu.
— W takim razie nigdy... Od tej odpowiedzi zależy moje małżeństwo.