— Do jakiego hrabiego? — spytała jednak spokojnie.

— Nie udawaj naiwnej, figlarko! Znam, znam twoje sztuki! Do jakiego hrabiego! Dobra sobie!

— Jak to? Strzelano do pana? — zawołała pani Żdżarska przerażona.

— Marszałek żartuje — odparł.

Jadzia nie pytała słowem tylko oczami. Oczom tym nie umiał kłamać, spojrzał w inną stronę.

— Czy widzi pani? — zawołał. — Jaś z żoną już się sprzeczają u drzwiczek powozu.

— A kawaler by się nie sprzeczał — żartował marszałek. — Będziesz pod pantoflem, młody człowieku. Co? Może chcesz tabaczki?

— Ślicznie dziękuję za proroctwo i propozycję. Z kim pani jedzie?

— Z panią Ostrowską. Wzywa nas.

Pani Tekli widocznie podobały się safiany. Już się w nich rozsiadła i kiwała na Jadzię.