— Nie ma tu Wentzla? — zawołał zdyszany.
— Nie ma! Skądże ma być! Pewnie w Strudze.
— Jadę ze Strugi właśnie. Nie zastałem! A gdzie Jadzia?
— Czyś oszalał? Co się stało, pytam, że latasz konno od świtu zamiast z żoną siedzieć?
— Alboż mi ten Wentzel da chwilę spokoju! Cesia mnie sama wyprawiła... może się da uratować...
— Co uratować?
— Życie Wentzla! — odparł zdławionym głosem i zeskoczył z konia, spostrzegając Jadzię na ganku.
Pani Tekla zatrzymała go za rękę.
— Cóż się stało z Waciem? Mów porządnie! — ozwała się, jak zwykle w chwilach ważnych, zupełnie serio i spokojnie.
— Pojedynkuje się z Głębockim.