A potem na myśl mu przyszła inna, posępna, i dodał w duszy:
— I nie daj Boże stać kiedy z ostrzem naprzeciw kolegów i bronić swobody.
A toast mieszał się z tonami orkiestry i ogarniał salę: Fest! Froh! Frei, frei, frei!
XV
Zapomnieliśmy o jednym...
On był im wszystkim bliski zarazem i daleki, kochany i opłakany, a nie wymagał od nich ni szczęścia, ni zabawy, ni im towarzyszyć mógł w życiu. On leżał spokojny, cichy i czekał, aż o nim wspomną; on się nie bał czasu i lat, ani wypadków, a nie weselił się i nie cierpiał: czekał, aż przypomną i przyjdą po niego...
I przyszli razem, gromadka najbliższych, w odwiedziny do niego, i w pewien wieczór wiosenny odnaleźli jego mieszkanie w obcym kraju i pozdrowili w ojczystej mowie modlitwą za zmarłych. Czy on ich słyszał?... Zapewne rodzinna mowa i ducha zwoła, a on jej tak dawno nie słyszał, tak tęsknił...
Pięcioro ich było: czworo młodych, których dziećmi i wyrostkami pożegnał odchodząc, i biała jak gołąb staruszka, co go kiedyś uczyła pacierza i tej miłości, którą życiem opłacił.
I teraz jej głos przodował:
— „Który chwałą wieczną koronujesz wybrane Twoje”!