— Byłeś w Alzacji? — zagadnął.
— Dwa miesiące, z komisją rewizyjną.
— Uhm, rewidowałeś! — wtrącił po swojemu półgębkiem Michel von Schöneich.
W głowie Wentzla tworzył się awanturniczy projekt. Odszukać ją, poznać się i rzucić w oczy kolegów Cezarowym: veni, vidi, vici!62! Znad Renu do Alzacji był krok jeden, a reszta fraszki!
— Za pół roku ona będzie moja! — rzekł lekceważąco.
Herbert natychmiast nadstawił uszu. Chwytał w lot każdą inicjatywę.
— Albo moja! — zawołał.
— Nie! — poprawił Wentzel. — Moja albo niczyja!
— Pari63?
— Zgoda! O co?