— Już milczę, Jadziuniu! — zaśmiał się serdecznie. — Wszak to nie skarga była. Wiesz, że płacę bez szemrania.
— Pani lubi dzieci? — zagadnął Wentzel.
— Lubię — odparła lakonicznie. Widocznie nie było w jej zwyczaju opowiadać o sobie.
— Babka w ogrodzie; zaprowadź, Jasiu, pana hrabiego.
— A ty, co masz lepszego do roboty?
— Muszę się przebrać do obiadu.
— Aha! Zapomniałem, że czekasz na swego lubego Adama — zaśmiał się, mrugając swawolnie.
Ruszyła brwiami. Żaden nerw nie drgnął na tej lodowatej twarzy.
— Zapomniałeś, że się co dzień przebieram — odparła chłodno, odchodząc ku domowi.
Rozmawiali ciągle po francusku przez grzeczność dla gościa; teraz Jan zaczął po niemiecku, żartobliwie: