Brat ją spotkał żartem:
— Tak krótko dziś graliście w domino! Szkoda. Kto kogo ograł?
— Pani Ostrowska czeka ciebie od godziny. Otrzymała jakieś listy, potrzebuje rady w niemieckim języku.
— Już idę, na burę — mruknął, odchodząc w głąb domu.
A zatem miał Croy-Dülmen tak upragnione sam na sam. Niech się stara o uśmiech pięknych ust, spojrzenie surowych oczu, niech zdobywa.
Chwila milczenia, podczas której obserwował ją oparty o poręcz krzesła; nareszcie się odezwał:
— W San Marino zapominają znajomych, jak widzę, i zapominają przyrzeczeń...
— Przyrzeczeń? — powtórzyła pytająco.
— Zdaje mi się, żem wygrał zakład z panią.
— Może być, nie pamiętam.