Spojrzała nań serdecznie i nagle twarz jej jakby zastygła, promień w oczach zgasł, cofnęła się, rzuciła wzrokiem na stół i pocisnęła elektryczny dzwonek.
— Józefie, obiad! — rozkazała służącemu.
Andrzej wszedł do pokoju.
*
Co dzień rano, gdy dom jeszcze spał, Kazia chodziła na mszę do Świętego Krzyża i co dzień spotykała na schodach barczystego, szpakowatego mężczyznę, który jej się grzecznie z drogi usuwał, schodził za nią aż do bramy, tam wsiadał w pierwszą lepszą dorożkę i ginął jej z oczu. Tak regularnie co dzień były te spotkania, że go znała doskonale i wreszcie raz przy śniadaniu spytała teścia:
— Kto to jest ten gruby pan, co go widuję co dzień rano na schodach? Mieszka nad nami.
— Taki z brodą — to doktor Downar zapewne.
— Ten sławny?
— A ten.
— Tak niepocześnie226 wygląda.