— Niezawodnie. Tylko ojciec wie27 warunki.
Uśmiech dziwny przemknął przez oczy prezesa.
— Wiem — odparł. — Bądź spokojny. Nie przegrywałem nigdy spraw jeszcze bardziej skomplikowanych.
Andrzej brwi zmarszczył. Ten uśmiech go gniewał i drażnił.
— Kiedy i gdzie jedziemy? — zagadnął szorstko.
— Za godzinę — nadwiślańską, niedaleko, osiem stacji.
— Mam urlop z biura na trzy dni.
— Wystarczy na pierwszy raz.
— Jak to? Na pierwszy raz? Więc ileż razy myśli ojciec mnie tam wozić?
— Ja tylko ten raz. Potem będziesz jeździł sam. Chyba chcesz się zaraz oświadczyć?