— Po co mi to? Nie cierpię go, był mi obojętny, stał się wstrętny. Będę najszczęśliwsza, gdy o mnie zapomni. Chciałabym tylko dla niego nie istnieć. Poza tym niech sobie kocha, trzyma, zdradza, zdobywa, kogo sobie chce.
— Bój się Boga. Ty chyba kochasz innego?
— Kocham i on to wie! — wybuchnęła Kazia.
— W takim razie jesteście oboje potwory! — zawołała impetycznie321 Tunia.
Kazia milczała. Zmęczona była i znękana bezmiernie; czuła potrzebę zwierzenia, skargi, a rozumiała, że Tunia jej nie pojmie.
Powstała, przesunęła rękę po oczach, zapanowała nad sobą, zdobyła się na uśmiech.
— Potwory, zapewne. Raczej galernicy skuci łańcuchem. Ano, może Wolskie raz wypadkiem powiedzą prawdę o tym rozwodzie.
Tunia odetchnęła z wrażenia.
— To nie może być! Gdzieżbyś się tak prędko zakochać mogła! Brednie! Nikogo nie znasz. Chybaś nie oszalała za Radliczem!
— Nie, przysięgam — uśmiechnęła się.