— A cóż pani robiła po nocy w Łazienkach?
— Hm, może byłam z kochankiem. W każdym razie nie profanowałam cudnej nocy księżycowej i słowiczych pieśni gruchaniem z takim poronionym bożym tworem jak Baumblattowa.
— Pani jesteś oprawcą! — zaśmiał się Radlicz, widząc, że się przed nią nie wykłamie.
W tej chwili zapukano do drzwi i weszła Kazia. Zeszczuplała i zbielała przez te parę miesięcy miejskiego życia, zdyszana była i zawołała od progu:
— Spóźniłam się, myślałam, że wcale się nie uwolnię. Wie pani, Kostyński umiera!
Spostrzegła Radlicza, zawahała się chwilę, podała mu rękę.
— Mówiono mi, żeś pan wyjechał.
— Zapewne Wolskie. Co prawda, od trzech dni nie wychodzę na miasto; pracuję.
— Nie, Wolskie zajęte są teraz doktorem Downarem! Boże, com się naśmiala! One jutro coś wymyślą na mego teścia!
— Cóż wymyśliły na Downara? — spytała Ocieska.